|
2012-02-03
Jako że już za tydzień mamy drugi czwartek miesiąca, 09.02.2012 wypada zatem przypomnieć o naszym śpiewaniu, które odbędzie się właśnie tego dnia. Jak zawsze zimą w „Cafe Kultura", jak zawsze koło godziny osiemnastej i jak zawsze wstep wolny a obecność obowiązkowa. 
Zapraszamy nie tylko śpiewajacych żeglarzy, ale również wszystkich sympatyków lubiących szanty, jak i inne pokrewne klimaty muzyczne. Jeśli sami gracie na jakimś instrumencie muzycznym mającym rozmiary umożliwiające zabranie go ze sobą, to również serdecznie zapraszamy do wspólnego grania i śpiewania.
Nie zapomnijcie zabrać naszych śpiewników!!!
Ubywa ich niestety po każdym śpiewaniu!!! 
Dozobaczyska w CAFE
2011-06-12
„Gdzie ta keja ?”
Większość sympatyków i chyba wszyscy żeglarze dobrze znają słowa, lub choćby parokrotnie słyszeli piosenkę pod tytułem „Gdzie ta keja ?”, którą 40lat temu napisał Jerzy Porębski, doktor oceanografii, marynarz i rybak.
Piosenka ta dziś jest najbardziej znanym przebojem polskiej sceny szantowej, śpiewanym od morza aż do tatr na chyba każdej imprezie żeglarskiej.

A oto jak sam autor Jerzy Porębski wspomina narodziny najsłynniejszej polskiej szanty.
Stałem przy kei w Świnoujściu. Żegnałem statek rybacki, który wyruszał na łowiska oceaniczne północnego Atlantyku. Patrzyłem, jak jego rufa maleje między główkami. Nastrojony tym pożegnaniem poszedłem do baru mlecznego przy Stacji Badawczej Morskiego Instytutu Rybackiego. Poprosiłem o bułę z serem. Wziąłem serwetkę i zacząłem skrobać. Był początek lat 70. W tamtych czasach wypłynąć statkiem na ocean to było coś niewyobrażalnego. Marzyłem więc sobie z ołówkiem w dłoni: ech, gdyby tak ktoś do mnie przyszedł i zapytał, czy popłynę na dwa lata, przez oceany...
Polska, 1971 rok. Edward Gierek przemawia w Stoczni Gdańskiej i zadaje robotnikom słynne pytanie: "Pomożecie?". Na antenie debiutuje audycja "Lato z Radiem". A telewizja emituje pierwszy program w kolorze. Jerzy Porębski, muzyk, doktor oceanografii, marynarz i rybak, pisze piosenkę, która stanie się najsłynniejszym przebojem polskiej sceny szantowej. Od zapisania serwetki w nadmorskim barze mlecznym mija właśnie 40 lat. A my wciąż nie możemy wyobrazić sobie koncertu lub biesiady żeglarskiej bez tych kilku prostych słów:
Gdyby tak ktoś przyszedł i powiedział:
– Stary, czy masz czas?
Potrzebuję do załogi jakąś nową twarz,
Amazonka, Wielka Rafa, oceany trzy,
Rejs na całość, rok, dwa lata
– to powiedziałbym...
– Od początku czułem, że ta piosenka spodoba się słuchaczom. Ale nie sądziłem, że stanie się szantą wszech czasów – mówi Jerzy Porębski. – Dlaczego ten prosty utwór ma taką siłę? Dlaczego przetrwał 40 lat i wciąż chcemy go słuchać? "Keja" w zwykłych słowach opowiada o wielkich marzeniach. O naszych tęsknotach. Przecież wszyscy, nim umrzemy, chcemy po prostu popływać. Byle dalej. Właśnie dlatego zostałem marynarzem.
– Nie chciałem uciekać z komunistycznej Polski, bo to był przecież mój dom. Ale chciałem zobaczyć świat. Postanowiłem więc, że będę po obu stronach muru – zostałem marynarzem. Jestem leniwy, ale marzenia były silniejsze. Ukończyłem studia, nauczyłem się języków, spakowałem wór i popłynąłem.
W kompasie igła zardzewiała,
lecz kierunek znam,
Biorę wór na plecy i przed siebie gnam.
Piosenkę „Gdzie ta keja” śpiewano po angielsku i po rosyjsku. Polscy wykonawcy zaprezentowali kilkanaście różnych jej interpretacji. „Keja” śpiewana jest na rejsach, kursach żeglarskich, na obozach, słychać ją przy ogniskach, w tawernach, w internetowych stacjach radiowych i na wszystkich krajowych festiwalach szantowych.
Jurek Porębski wykonywał piosenkę w USA, Kanadzie, w Argentynie, w Brazylii, nawet na Falklandach (dla tamtejszych rybaków). – Za oceanem, w środowiskach polonijnych, wystarczy zaintonować „Keję”. Publiczność śpiewa sama, a mi pozostaje tylko gra na gitarze – mówi Jurek.
Utwór wykonała nawet kapela disco polo – Bayer Full. Ten zespół sprzedał swoje płyty w łącznym nakładzie 16,5 mln egzemplarzy. Zdobył popularność w Chinach. Co ciekawe, kiedy za pierwszym razem Bayer Full wykonał utwór Jurka Porębskiego, na okładce płyty napisano: słowa – autor nieznany, muzyka tradycyjna.
Jerzy pochodzi z Sosnowca. Ukończył ogólniak w Bytomiu. Na Uniwersytecie Jagiellońskim został doktorem oceanografii biologicznej. I chyba już wtedy wiedział, że jego miejsce jest bliżej morza. W wolnych chwilach grał muzykę jazzową, między innymi z Adamem Makowiczem.
Zaliczył pierwsze rejsy i szkolenia żeglarskie na Śląsku i na Mazurach. Po studiach podjął pracę w Morskim Instytucie Rybackim w Świnoujściu. - Prawie 30 lat spędziłem na statkach rybackich i naukowych. Odbywałem wielomiesięczne rejsy. Między innymi jako zastępca kapitana do spraw zwiadu rybackiego. Po prostu szukaliśmy ryb – mówi Jerzy Porębski.
Podczas rejsów zaczął komponować i śpiewać pieśni o tematyce morskiej. Występował na pierwszych festiwalach Shanties w Krakowie. Był współtwórcą Starych Dzwonów, zespołu legendy. Podczas swojej szantowej kariery skomponował ponad 100 utworów. Wiele z nich to przeboje, niektóre wykonywała nawet Edyta Gepert znana z niezwykłych interpretacji piosenek poetyckich, ale „Keja” pod względem popularności nie ma sobie równych.
Jerzy wciąż koncertuje, wciąż jest czołową postacią polskiej sceny szantowej. Przyznaje jednak, że teraz najlepiej czuje się w kameralnych salach, wtedy gdy słuchacze przychodzą „na Porębskiego”, albo gdy poproszą go przyjaciele, by zaśpiewał z okazji „Święta Śledzia”. – Wielkie sceny i festiwale niczym Woodstock to już nie dla mnie – mówi. – Najlepiej jest mi w moim Lubinie nad Zalewem Szczecińskim, gdzie mam domek, małą łódkę i mały pokój do pracy, w którym właśnie rodzi się kolejna piosenka ze słowami „czemu nie chcesz płynąć w ciepły rejs?”.
Źródła: Wiatr
W latach osiemdziesiątych miałem to szczęście spotkać i pogadać z Jurkiem w Mikołajskim amfiteatrze. Kupiłem wtedy pierwsze kasety Starych Dzwonów no i na dobre zaraziłem się szantami.
W Świeciu Jurek występował na razie tylko raz, a miało to miejsce na małej scenie Cafe Kultura, gdzie razem z Dominiką Żukowską i Andrzejem Koryckim zagrali wspaniały koncert, co widać na fotografiach poniżej i na górze strony .


My natomiast następne nasze śpiewanie zaplanowaliśmy na 25.06.2011 (sobota) tak jak ostatnio w Decznie oczywiście przy kei Columbusa. Nie będzie co prawda z nami Porębuni, ale stały skład w godzinach wieczornych przy ognisku na pewno się zjawi ;-).
Dodam tylko że tak jak zawsze wstęp wolny a obecność obowiązkowa dla wszystkich zrzeszonych i nie zrzeszonych miłośników ogniskowego śpiewania o morzu i nie tylko.
2011-02-18

Miejsce:
Tawerna żużlowa (trybuna stadionu żużlowego Polonii)
Wejściówka 27,- (w tym rumowe powitanie)
Sportowa 2
Bydgoszcz, Poland
2011-02-18
Minął tydzień od ostatniego śpiewania i czas najwyższy zapodać jakąś informację jak było.
Opinie tych, którzy na śpiewaniu byli są jednoznaczne było fajnie i kropka. Gdybyście mieli jakieś sugestie dotyczące następnych spotkań lub macie może informacje o innych szantowych imprezach w naszej okolicy, na które warto się wybrać to proszę i info na Gadu-Gadu mój numer to 328814.
Z góry dzięki.
Poniżej kolaż ze spotkania.

A ten z poprzedniego.

2010-12-15
Nie wiem czy znacie piosenkę zatytułowaną "Molly Malone" jeśli nie, to pociągnijcie za linkę poniżej.

Moim zdaniem to jedno z najpiękniejszych wykonań tego utworu.
Chciałbym by nam się kiedyś udało zaśpiewać tę piosenkę w tak sporym gronie. 

Molly Malone (także znana jako Cockles and Mussels) jest bardzo popularnym utworem folklorystycznym, który w Irlandii zdobył nieomal status hymnu narodowego; jest nieoficjalnym hymnem Dublina, stolicy Irlandii. Utwór ten jest często śpiewany przez kibiców sportów gaelickich oraz kibiców klubów rugby, w tym reprezentacji narodowej Irlandii w rugby. Utwór ten jest także śpiewany w słynnym filmie Stanleya KubrickaMechaniczna pomarańcza. Opowiada historię pięknej sprzedawczyni ryb, pracującej na ulicach Dublina, która zmarła młodo z powodu febry.
Pamięć Molly została uczczona także naturalnych rozmiarów figurą, zaprojektowaną przez Jeanne Rynhart, usytuowaną u wlotu do jednego z najbardziej popularnych deptaków Dublina Grafton Street. Pomnik został wzniesiony w roku 1987 z okazji obchodów pierwszego tysiąclecia istnienia miasta.
W Dublinie znane są wulgarne przezwiska Molly Malone, np. "Tart with a heart" albo "Tart with a Cart". Legenda głosi bowiem, że Molly w dzień sprzedawała ryby, natomiast wieczorami oddawała własne ciało.
Nie jest znana data urodzin ani śmierci Molly Malone, nie zachowały się na ten temat żadne wiarygodne źródła historyczne. Istnieje polska wersja piosenki "Molly Malone":
Wśród wzgórz Dublin skryty, gdzie łąki i kwiaty po raz pierwszy ujrzałem słodką Molly Malone Gdy toczyła swe taczki przez wąskie uliczki krzycząc: kraby i małże tu świeże dla was mam. I tak toczy je w dal, jak w dolinach fal krzycząc: kraby i małże tu świeże dla was mam.
Czas odrobić lekcje i nauczyć się porządnie tej piosenki na następne nasze śpiewanie!
Linka do tekstu w obu wersjach językowych poniżej. 

Źródło:Wikipedia
2010-12-10
Pierwsze koty za płoty.
Czyli początek został zrobiony, a dalej będzie mamy nadzieję tylko łatwiej i lepiej.
Celem spotkań z założenia ma być popularyzacja muzyki żeglarskiej oraz tworzenie warunków do wymiany doświadczeń muzycznych między uczestnikami i ten proces myślę, że został rozpoczęty.
„Cafe Kultura” nie pękała, co prawda w szwach od nadmiaru gości, ale ci, którzy przybyli bawili się całkiem dobrze śpiewając szanty, pieśni kubryku oraz współczesną piosenkę żeglarską z przygotowanych przez nas śpiewników.
Piosenka „Sally Brown” w oryginale wykonywana przez żeński zespół „Stanpo” z Radomia, stała się piosenką wieczoru. Śpiewaliśmy ją parokrotnie podobnie zresztą jak i kilka innych takich jak „Kołysanka” Andrzeja Koryckiego czy „Morze moje morze” EKT-Gdynia.
Poniżej umieściłem kilka fotek uwieczniających to spotkanie a o terminie następnego będziemy informować na naszej stronie.






2010-11-30
Zgodnie z obietnicą pragnę poinformować, że uzgodniliśmy miejsce i czas spotkań szantowych.
Miejsce to "Cafe Kultura" a czas to okolice godziny osiemnastej w czwartek dnia 09.12.2010.
Konkretnego scenariusza poza zabraniem śpiewników, gitary lub innego instrumentu oraz paru złotych na przysłowiową „zupę chmielową” brak, mam jednak nadzieję, że podobnie jak na wakacyjnych ogniskach scenariusz napisze się sam, a dzięki przybyłym entuzjastom szant i piosenki szuwarowo bagiennej, Cafe Kultura wypełni się atmosferą podobną do tej z ostatniego koncertu Andrzeja i Dominiki, na czterdziestoleciu klubu Columbus.
Teksty znanych i mniej znanych szant i piosenek żeglarskich wydrukowane.
Sześć kompletów. Mam nadzieję że taka ilość wystarczy .
Poniżej podaję kilka tytułów.
"Morze, moje morze" (EKT-Gdynia)
"Samantha" (Zejman & Garkumpel)
"Stara Maui" (wielu wykonawców)
"Jacht Rock & Roll" (A.Korycki)
"Umbriaga" (Ryczące Dwudziestki)
"Mewy" (Tomasz Opoka)
"A Few Days" (wielu wykonawców)
"Grytviken" (J.Porębski)
"Barowe opowieśći" (Gdańska formacja szantowa)
"I przyjdzie czas..." (R.Muzaj)
"Przechyły" (P.Orkisz)
"Kołysanka" (A.Korycki)
"Jejku, jejku" (J.Porębski)
"Dziki włóczęga" (Mechanicy Shanty)
"Emeryt (R.Muzaj)
"Już przeminęły jego dni" (R.Muzaj)
"Gdzie ta keja" (J.Porębski)
"Gdyński port" (R.Muzaj)
"Ballada o trzech bogach" (A.Korycki)
"Pożegnanie Liverpoolu" (Cztery Refy)
"Fiddler's Green" (Cztery Refy)
...i jeszcze parę innych .
Jeśli chcielibyście poczytać i wydrukować słowa tych lub innych szant oraz piosenek żeglarskich to warto pociagnąć za poniższą linkę .

2010-11-19
Z okazji 40-lecia klubu żeglarskiego „YCM Columbus” na sali lustrzanej Świeckiego OKSiRu miał miejsce koncert Dominiki Żukowskiej i Andrzeja Koryckiego, o czym chyba wszyscy żeglarze i sympatycy wiedzą.


Było jak zawsze na koncertach tego duetu super, a wykonawcy po raz kolejny zjednali sobie nowych fanów.

Śpiew czego można było się spodziewać nie zakończył się wraz z końcem koncertu a rozbrzmiewał jeszcze za sprawą sympatyków szant z naszego miasta przez kilka godzin w „Cafe Kultura”.


Komandor klubu słuchając owego śpiewu (a raczej wycia) wpadł na pomysł by śpiewanie połączone z nauką szant oraz piosenek o tematyce żeglarskiej kontynuować na otwartych spotkaniach np. właśnie w "Cafe Kultura".
Nam żeglarzom oczywiście pomysł bardzo się spodobał i mamy nadzieję, że gdy zaczniemy realizować go w praktyce, to lokal, w którym owe spotkania będą miały miejsce wypełni się nie tylko przypadkowymi słuchaczami, ale i osobami chcącymi śpiewać i uczyć się szant razem z nami.
A może w Świeciu lub okolicy działają już pojedyncze osoby lub zespoły, śpiewające szanty czy piosenki o tematyce żeglarskiej i zechciałyby do nas dołączyć i wesprzeć swoimi umiejętnościami tą inicjatywę.
Opinię na opisany wyżej temat wyrazić można klikając na poniższy link.
Czy chcecie śpiewać szanty?
Zejman 
linka sznurek
Normal 0 21 false false false MicrosoftInternetExplorer4
Pierwsze koty za płoty.
Czyli początek został zrobiony, a dalej będzie łatwiej i mamy nadzieję tylko lepiej.
Celem spotkań z założenia ma być popularyzacja muzyki żeglarskiej oraz tworzenie warunków do wymiany doświadczeń muzycznych między uczestnikami i ten proces myślę, że został rozpoczęty.
„Cafe Kultura” nie pękała, co prawda w szwach od nadmiaru gości, ale ci, którzy przybyli bawili się całkiem dobrze śpiewając szanty, pieśni kubryku oraz współczesną piosenkę żeglarską.
Piosenka „Sally Brown” w oryginale wykonywana przez żeński zespół „Stanpo” z Radomia, stała się piosenką wieczoru. Śpiewaliśmy ją parokrotnie podobnie zresztą jak i kilka innych takich jak „Kołysanka” Andrzeja Koryckiego czy „Morze moje morze” EKT-Gdynia.
Poniżej umieściłem kilka fotek uwieczniających to spotkanie, a o terminie następnego będziemy informować na naszej stronie.
|